Dlaczego warto adoptować staruszka

Email Drukuj PDF

Adoptuj staruszka

Jako wolontariusze bardzo się cieszymy z każdej adopcji. Jesteśmy szczęśliwi, gdy do nowego domu idą szczeniaki. To dla nas ogromna ulga, bo wiemy, że nie podzielą one losu tych, które są w schronisku już od tak dawna. Tych, które widzimy co tydzień, od lat, w tych samych boksach – niektóre szare i niepozorne, inne łaciate, rude czy podpalane – niestety wszystkie z tą samą wspólną cechą – nie są już młode. Nie dziwimy się, że młodym psiakom łatwiej znaleźć dom. Żałujemy tylko, że czasem powody, dla których staruszki nie są brane pod uwagę w ewentualnej adopcji, to nierzadko utarte opinie, które najczęściej nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością..

alt

 

„Bo taki pies już się nie przywiąże...”

„Bo nie przyzwyczai się do nowego domu...”

„Bo niczego nie da się go już nauczyć....”

I wreszcie, najbardziej niesłuszna:

„Bo takiemu psu lepiej jest w schronisku...”

 

 

 

 

 

 

Każdy z nas, wolontariuszy, zostaje nim, wierząc, że przyczyni się jakoś do poprawy sytuacji zwierząt. Ale naszą główną motywacją jest nadzieja, że jak najwięcej z naszych podopiecznych trafi do swojego domu. Bo znając je od lat, wiemy, że ich największą potrzebą jest właśnie to – posiadać Dom, mieć swojego Człowieka, Rodzinę. Bez tego staruszki w schronisku pomału gasną, odchodzą w stronę Tęczowego Mostu, nierzadko przez całe życie niezauważone, bo nie miały już ani urody, ani młodości – a więc trudno im było pokazać to, co przecież każdy z nich posiadał: oddane, gorące psie serce.

Czasami w schronisku mamy jednak święto. Gdy przyjeżdża do niego ktoś, dla kogo wiek nie ma znaczenia, bo wie że czas nie oszczędza nikogo, nas ludzi również nie... Kogo nie odstrasza perspektywa posiadania starszego psa, bo ważniejsze jest dla niego podarowanie mu Domu. Kto daje szansę udowodnienia, że staruszek może również być najweselszym figlarzem, najmądrzejszym uczniem i najwierniejszym przyjacielem.

Dlatego jako wolontariusze robimy co tylko w naszej mocy, by zachęcać właśnie do takich adopcji i pomóc znaleźć domy tym zwierzakom, które najbardziej tego potrzebują – psom i kotom, którym mimo starszego, a czasem nawet sędziwego wieku i wielu lat spędzonych w schronisku warto dać drugą szansę i pokazać, czym jest prawdziwy Dom. Ze wszystkich sił staramy się też wspierać Ludzi, którzy swoją wspaniałą decyzją odmienili ich smutny los. Chcieliśmy przedstawić Wam kilka przykładów niezwykłych przemian psiaków, które w podeszłym wieku znalazły dom, i całkowicie je to odmieniło. Pragniemy choć w ten symboliczny sposób podziękować tym, którzy dali dom Staruszkowi. Chcemy, aby wiedzieli jak bardzo to doceniamy.

Mamy też cichą nadzieję, że historie, które tu opisujemy przekonają innych, że warto! Że z takim psem wcale nie musi być trudniej niż ze szczeniakiem – często jest nawet łatwiej, taki pies posiadł już przecież mądrość życiową seniora. Chcemy także pokazać, że nie trzeba się bać rychłego pożegnania z przyjacielem, bo ludzka miłość go odmłodzi! Warto adoptować staruszka, bo zwierzak, który całe lata spędził w samotności, po wielokroć doceni ludzki dotyk, opiekę i zainteresowanie, bo miłość podarowana psu nada sens jego życiu.

Bo nic tak nie leczy, nie uzdrawia i nie odmładza jak miłość.

Historia pierwsza.

Hektor, duży, rudowłosy kundelek z zawsze podrapanym nosem, spędził w schronisku całe swoje życie - około 11 lat, jego światem przez cały ten czas był tylko schroniskowy boks i spacery z wolontariuszami. Mimo tak długiego przebywania w schronisku Hektor zawsze był poczciwy, pogodny, można powiedzieć że pies ideał, tylko jego wiek sprawiał, że nikt z odwiedzających nawet przez chwilę nie pomyślał o jego przygarnięciu - w schronisku było przecież tyle młodszych od niego psów. Na stronie internetowej schroniska http://www.schroniskomilanowek.pl w dziale „Najpilniejsze adopcje” wypatrzyła Hektora Pani Ewa i jej córka Berenika z Milanówka i od tamtej pory w jego życiu coś zaczęło się zmieniać. Nie była to łatwa sprawa, bo Hektor miał dzielić dom jeszcze z 2 innymi psami oraz wchodzić do domu na piętro po schodach, do czego po tylu latach w schronisku nie był przyzwyczajony. Trzeba było jednak spróbować, bo to była życiowa szansa Hektora, ale przed adopcją należało poczynić stosowne przygotowania: został wykastrowany, w nowym domu na wszelki wypadek postawiliśmy budę i przed adopcją przygotowaliśmy zapoznanie psów na spacerze. Zapoznanie przebiegło naprawdę doskonale, a po adopcji wbrew obawom strome schody okazały się nie stanowić dla staruszka Hektora najmniejszego problemu, bo śmiga po nich zakochany po uszy w mieszkającej tam suczce. Hektor w nowym domu wyraźnie odmłodniał, poweselał, o schronisku już pewnie nawet nie pamięta, cieszy się życiem i ma dla kogo żyć. Stosunkowo szybko przystosował się do nowych warunków i zwyczajów domowników, czasem widujemy go w Milanówku jak spaceruje sobie raźno razem z Panią Ewą. Nawet ten nieszczęsny nos mu się zagoił.

altalt

 

Historia druga.

Blacky, duży, czarny, kudłaty pies-miś także spędził w schronisku całe swoje życie, a do naszego schroniska trafił aż 2 razy. Za pierwszym razem wiele lat temu pojawił się tu jako szczeniak, który długo w schroniskowym boksie miejsca nie zagrzał, bo jako atrakcyjny młodzik, szybko się komuś spodobał i znalazł dom. Jego szczęście nie trwało jednak długo, bo został zwrócony z adopcji z powrotem do schroniska, ale już jako dorosły pies - powód oddania: był zbyt łagodny i nie nadawał się do pilnowania. Potem w życiu Blackiego przez wiele lat nic się nie działo, nikt nie chciał go ze schroniska przygarnąć, czarna mordka posiwiała, pies sposępniał i posmutniał, w dodatku dopadło go jakieś choróbsko i musiał mieć usuniętą śledzionę, ale bez śledziony można żyć, byleby tylko było dla kogo... Musieliśmy zrobić coś żeby wreszcie los uśmiechnął się do Blackiego. Przez kilka miesięcy ogłaszaliśmy go na witrynie głównej strony internetowej schroniska i ciągle nie dzwonił w jego sprawie telefon... Wreszcie nie wiemy jak to się stało, ale pod koniec zeszłego roku odezwały się w jego sprawie aż 2 zainteresowane domy. Dzięki temu Blacky pojechał do domu za Grodziskiem, gdzie obecnie mieszka w towarzystwie uwielbianej przez niego dużej suni, wychodzi na spacery i jest po prostu szczęśliwy - my oczywiście też. Tym bardziej, że do drugiego zainteresowanego jego adopcją domu pojechał inny staruszek, bezzębny, kilkunastoletni Tami, który również jest przez swoją właścicielkę kochany i po adopcji z tej radości jak gdyby odmłodniał o połowę lat. I choć na początku nie zaakceptował kotów, teraz pozwala im nawet czasem się o siebie ocierać.

altalt

 

altalt

Historia trzecia.

Kudłaś to wielki, poczciwy olbrzym, trochę jak piąta woda po kaukazie, ale naszym zdaniem znacznie ładniejszy i milszy. 7 lat temu Kudłaś pojawił się nie wiadomo skąd pod jedną z podstawówek w Podkowie Leśnej, gdzie dzieci dokarmiały go kanapkami, i przebywał tam jakiś czas, aż trafił do milanowskiego schroniska. Bardzo długo pobyt w schronisku go stresował, w ciągu dnia, kiedy widział człowieka, chował się do budy, pochylał wielką wielką głowę, cały się kulił i udawał, że wcale go w tej budzie nie ma. Bardzo stopniowo wysiłkiem i cierpliwą pracą wolontariuszy udało się Kudałasia nauczyć chodzenia na spacery i trochę większej socjalizacji z ludźmi. W schroniskowym boksie przez te 7 lat Kudłaś był dobrym towarzyszem wielu różnych suczek, każda z nich była jednak bardziej „przebojowa” niż on i jedna po drugiej znajdowała swój dom. Różne psy przez te lata opuszczały schronisko, trafiając do adopcji, ale nie nieśmiały Kudłaś. Jego pobyt w schronisku trwał długo, pomału traciliśmy nadzieję...

Okazuje się jednak, że nigdy nie należy jej tracić! Pod koniec 2014 roku Kudłaś został szczęśliwie adoptowany! W swoim nowym domu powoli się otwiera, jego nowa rodzina pomału oswaja go z rzeczywistością poza schroniskiem, z tym światem, którego do tej pory tak się bał. Wygląda na to że Kudłaś nie mógł trafić lepiej!

altalt

 

Takich szczęśliwych historii chcielibyśmy zacytować więcej....adoptuj staruszka, pozwól nam napisać o kolejnych szczęśliwych zakończeniach...

wolontariusze ze schroniska w Milanówku